Blogowa rubryka Grześka Polończyka

Wpisy

  • wtorek, 11 sierpnia 2009
    • Śmierć łagodzi obyczaje...

      Dzień 28.08.2007 był jednym z najmniej przyjemnych w historii futbolu. Trzy dni wcześniej miał miejsce mecz pomiędzy Sevillą a Getafe. Piłkarz Andaluzyjczyków, Antonio Puerta, nagle przewrócił się na boisku. Na ratunek ruszyli koledzy z zespołu i lekarze. Kilka minut po tym, piłkarz wstał o własnych siłach i żegnany gromkimi brawami opuścił stadion. Chwilę później zasłabł ponownie. W ciężkim stanie trafił do szpitala i 28 sierpnia zmarł pozostawiając ciężarną żonę. Miał zaledwie 22 lata…

      Niespełna dwa lata po śmierci zawodnika Sevilli miała miejsce kolejna boiskowa tragedia. Tym razem piłkarz Espanyolu, Daniel Jarque, podczas klubowego zgrupowania we Francji, rozmawiając ze swoją dziewczyną przez telefon, nagle dostał ataku serca, po czy zmarł. On z kolei miał tylko 26 lat

      Z tych dwóch wydarzeń wynika jeszcze jedno również smutne. Czytając internetowe fora można zauważyć wiele tzw. "onetowskich świeczek [*]" W większości przypadków to jest cały komentarz. Na forum piszą kibice wszystkich drużyn, nieważne czy się lubią czy też nie. Ale kilka dni później, tak jak to było kilka dni wcześniej, znowu zaczynają się bluzgi i wzajemne "obrzucanie mięsem". Takie zjawisko najlepiej było widoczne po śmierci Jana Pawła II. Szalikowcy przeciwnych drużyn chodzili trzymając się za ręce i na cały głos wykrzykiwali słowa: "Nie ma lepszego od Jana Pawła II". A kilka dni później, poniszczone pociągi, stacje kolejowe, przystanki, a przedstawiciele polskiej policji mówią właśnie jakie są cenowe straty.

      I to można podpiąć właściwie pod każdą dziedzinę. Politycy, którzy najczęściej żreją się ze sobą ile wlezie, kilka dni później pochylają się nad trumną żołnierza, którego wcześniej sami wysłali do Iraku czy też Afganistanu.  Składają przy tym kondolencje rodzinie, z których swoją drogą nic, skoro owe rodziny nie mają i nigdy nie będą mieli tej bliskiej osoby, którą właśnie stracili. A potem znowu wraca szara codzienność.

      Niestety wygląda na to, że aby była zgoda wcześniej musi być tragedia, a pojednanie tak czy tak trwa tylko chwilę...

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      polonczyk.barca
      Czas publikacji:
      wtorek, 11 sierpnia 2009 20:53
  • sobota, 08 sierpnia 2009
    • (nie)Udany debiut Eto`o

      Eto`o

      Kim jest Samuel Eto`o wie każdy sympatyk piłki nożnej, a już na pewno każdy sympatyk FC Barcelony. Kameruńczyk pomógł katalońskiemu teamowi w osiągnięciu wielu sukcesów. Z Barceloną zdobył m.in.: trzy Mistrzostwa Hiszpanii, Puchar Króla oraz dwukrotnie wygrał Ligę Mistrzów, przy czym w obydwu finałach strzelał po jednej bramce.

      Po zakończeniu sezonu 08/09 "Czarna Perła" zmienił barwy klubowe i od teraz reprezentuje Inter Mediolan. Kilka dni temu zapytany o transfer do "Nerazzurrich" mówił, iż coraz bardziej utwierdza się w słuszności podjętej decyzji.

      Dzień 08.08.2009 był dla Samuela Eto`o bardzo ważną datą, bowiem tego właśnie dnia miał po raz pierwszy pokazać włodarzom Interu, że dobrze zrobili zatrudniając go w swoje szeregi. Ósmego sierpnia miał miejsce mecz pomiędzy Interem Mediolan, a Lazio Rzym, a jego stawką był Superpuchar Włoch. Kameruńczyk wybiegł na boisko w podstawowym składzie i od początkowych minut grał bardzo dobrze, oddając sporo strzałów na bramkę. Mecz był niezwykle emocjonujący, a po koniec zrobił się typowo "włoski", bowiem gra zrobiła się bardzo ostra, a piłkarzom puszczały nerwy. Inter od początku z niezwykłą siłą atakował swojego przeciwnika, natomiast Lazio pomiędzy 63, a 66 minutą meczu przeprowadziło dwie akcje, obie zakończone golem, które dały rzymskiej drużynie zwycięstwo.

      Przyglądając się grze Samuela Eto`o od razu można było stwierdzić, że był on najlepszym tego dnia piłkarzem "niebiesko-czarnych". Oddał sporo strzałów i można by powiedzieć, że zaliczył dużo swego rodzaju "pół-asyst", gdyż wypracował kolegom wiele dogodnych sytuacji, których Ci nie potrafili zamienic na gola. Eto`o miał znakomitą sytuację po poważnym błędzie jednego z obrońców Lazio, kiedy odebrał piłkę w polu karnym i uderzył tak, że przeleciała ona po linii bramkowej. Kilkanaście minut później znowu odebrał piłkę obrońcy po poważnym i tym razem umieścił futbolówkę w siatce. Podczas meczu miała miejsce jeszcze jedna ciekawa sytuacja. Diego Millito trafił do siatki Lazio. Gol jednak nie został uznany, gdyż na drodze futbolówki, na pozycji spalonej, stał Eto`o. Kameruńczyk co prawda nie dotknął piłki, ale całkowicie zasłonił jej lot bramkarzowi rzymskiej drużyny i sędzia nie wskazał na środek boiska.

      Podsumowując za i przeciw: czy Eto`o powinien być zadowolony ze swojego debiutu w Interze?

      TAK, gdyż: był zdecydowanie najlepszym piłkarzem "Nerazzurrich", strzelił bramkę w pierwszym meczu, zaliczył wiele celnych podań, trener dał mu szansę zagrać od pierwszej minuty.

      NIE, gdyż: nie wykorzystał 100% sytuacji, kiedy to piłka po jego strzale przeleciała po linii bramkowej i już w pierwszym meczu w swoim nowym zespole odniósł porażkę.

      A zatem ciężko jednoznacznie odpowiedzieć na tak postawione pytanie. Patrząc na grę piłkarza, a nie na wynik wydaje się, że władze klubu powinny być zadowolone ze swojego nowego nabytku.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „(nie)Udany debiut Eto`o”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      polonczyk.barca
      Czas publikacji:
      sobota, 08 sierpnia 2009 19:25
  • czwartek, 06 sierpnia 2009
    • Matka Boska, czy Madonna? Przypadek, czy prowokacja?

      Madonna

      Jak powszechnie wiadomo - przynajmniej w środowisku Katolickim - dzień 15 sierpnia to święto wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny. Polacy kroczą wtedy w stronę Kalwarii, aby pochylić się nad grobem Matki Chrystusowej i oddać jej pokłon.

      Jak powszechnie wiadomo - przynajmniej w środowisku muzycznym - 15 sierpnia odbędzie się w Polsce, od dawna zapowiadany, koncert kontrowersyjnej amerykańskiej piosenkarki Madonny.

      I nie byłoby w sumie w tym nie złego, gdyby nie to, że - jak powszechnie wiadomo, zarówno w środowisku katolickim, jak i muzycznym - amerykańska artystka słynie ze swoich kontrowersyjnych odniesień do religijnych symboli. Wielu z nas kojarzy na pewno kawałek "Like a Prayer". W teledysku do tej nagranej 1989 roku piosenki, Madonna w bardzo skąpym stroju tańczy na tle palących się krzyży oraz całuje się czarnoskórym Jezusem. Taki teledysk nie mógł nie zostać zauważony przez Watykan, a Madonna stała się wrogiem publicznym numer 1 w środowisku katolickim.

      Kiedy okazało się, że koncert wypada w tym samym dniu co święto WNMP wielu polskich wyznawców Jezusa postanowiło zabrać sprawy w swoje ręce. Pod petycją o przeniesienie imprezy podpisało się kilkanaście tysięcy ludzi. Osobiście sam też był rzucił pod tym autograf. Organizatorzy odbijają piłeczkę mówiąc, że wybór terminu występu amerykańskiej gwiazdy nie miał najmniejszego związku z obchodzonym tego samego dnia świętem. Jak jest naprawdę ciężko stwierdzić. Mnie osobiście wydaje się, że wybór terminu może jest prowokacją.

      A najbardziej korzysta na tym wszystkim sama Madonna i po rak kolejny widzimy, iż zgodne z prawdą jest powiedzenie: "gdzie dwóch się bije, tam trzeci korzysta". Dzięki tej całej awanturze wokół koncertu nie ma chyba człowieka, który by o nim nie wiedział. Myślę, że nawet osoby mające muzykę na samym końcu swojej listy zainteresowań wiedzą, iż taka impreza u nas w Polsce się odbędzie.

      Madonnie nie można odmówić tego, że jest piękna i że śpiewać potrafi. Katolikom nie można odmówić tego, że mają prawo walczyć o to w co wierzą. Ale chyba z tej całej sytuacji zwycięsko wyjdzie Madonna. Wyskoczy na scenę, trochę poskacze, pośpiewa i zarobi krocie, a koncert, choćby ze względu na tą całą szopkę wokół niego, zostanie na długo zapamiętany. Szczególnie jeśli amerykańska gwiazda zrobi coś, czym sprowokuje środowiska zrzeszone wokół Kościoła. Niestety nie wydaje się to możliwe, aby wiara w Boga (tutaj na ziemi) wygrała z ogromnymi pieniędzmi zainwestowanymi w występ królowej popu w naszym kraju.

      Na koniec chciałbym pokazać teledysk, od którego właściwie wszystko się zaczęło. Obiektywnie rzecz biorąc jest on kontrowersyjny. Natomiast w jakim stopniu narusza on religijne uczucia Katolików, to już jest subiektywna opinia każdego z nas…

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „Matka Boska, czy Madonna? Przypadek, czy prowokacja?”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      polonczyk.barca
      Czas publikacji:
      czwartek, 06 sierpnia 2009 21:00
  • środa, 05 sierpnia 2009
    • O tym dlaczego Real nie będzie Mistrzem Hiszpanii

      Alonso

      Ostatnio zaczynam mieć wrażenie, że robię się jak pchła, czyli po prostu „schodzę na psy”. Jako wieloletni kibic FC Barcelony kolejny artykuł poświęcam Realowi Madryt. No nieładnie. Ale w sumie można powiedzieć, że nie piszę dlaczego Real nie będzie Mistrzem Hiszpanii, tylko dlaczego Barca obroni tytuł i sprawa załatwiona.

      A więc: co łączy takich piłkarzy jak Karim Benzema z Olympique Lyon, Ricardo Kaka z Milanu oraz Ronaldo z Manchesteru United? Oprócz tego, że są już graczami „Los Blancos” ich wspólną cechą jest to, że w swoich zespołach byli zawodnikami „numer 1” A jak to mówią: „gdzie kucharek sześć tam nie ma co jeść”. Według mnie w drużynie pojawi się niezdrowa rywalizacja. Do tego dojdzie trochę trudna sytuacja Raula, który przecież jest wielką ikoną Realu (chyba nawet większą niż sam Alfredo Di Stefano).  Raul Gonzalez, który nie jest już zawodnikiem młodym powiedział kiedyś takie słowa: „z Realu Madryt odejdę tylko wtedy, gdy nie będą mnie tutaj chcieli”. Raczej wątpię, żeby Królewscy pozbyli się swej „siódemki” niemniej jednak transfery Calderona oznaczają najprawdopodobniej, że „el Capitano” będzie grzał ławę.

      Jedyne co moim zdaniem może naprawdę wzmocni „Królewskich” to transfer Xabi`ego Alonso. W swoim zespole raczej ikoną nie był, (bo przecież nikt chyba nie zaprzeczy, że to miejsce zarezerwowane dla Gerrarda) niemniej jednak stanowił bardzo silny punkt Liverpoolu i myślę, że kibice „The Reds” na pewno uronią łezkę za Hiszpanem. Szczerze powiedziawszy nie cieszy mnie ten transfer, gdyż uwielbiam tego piłkarza. Jego charakterystyczną cechą jest to, że potrafi strzelać do bramki z 50 metrów niemal idealnie pod poprzeczkę. Defensywny pomocnik, który posiada taką umiejętnośc to prawdziwa „wisienka na torcie”. Na pewno wielu kibiców pamięta mecz na Santiago Bernabeu w 1/8 finału Ligi Mistrzów pomiędzy Realem, a Liverpoolem z sezonu 08/09. Tam właśnie taki strzał oddał Alonso. Co prawda Casillas obronił, ale to bramkarz wybitny i na pewno wielu by sobie z takim uderzeniem nie poradziło. Podobne strzały Hiszpan oddawał podczas niedawno zakończonego Pucharu Konfederacji. Alonso będzie miał pewne miejsce w zespole „Królewskich”, ale szkoda chłopa, bo po sezonie prawdopodobnie będzie miał taką minę jak na powyższym zdjęciu. A wszystko przez to, że w ataku będzie panowała „klęska urodzaju”, która po prostu może spowodować wymioty…

      Visca el BARCA

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      polonczyk.barca
      Czas publikacji:
      środa, 05 sierpnia 2009 00:08
  • środa, 29 lipca 2009
    • Najbardziej opłacalna śmierć świata

      Jackson

      Kilka tygodni temu zmarł Michaele Jackson. Ten - moim zdaniem - najlepszy artysta świata na jakiś czas zniknął z estrady. Można jednak powiedzieć, że "umierając narodził się na nowo" i znowu jest o nim mniej więcej tak głośno jak w latach 90-tych. Kilka dni temu zdmuchnąłem kurz ze starego magnetowidu i zacząłem przeglądać pewną kasetę z piosenkami, którą kiedyś sobie jako dziecko nagrywałem. Większość czasu na tej kasecie zajmują piosenki Jacksona. Patrząc na teledyski do takich kawałków jak: "Black or white", "Heald the world", "Earth song", "Billy Jean", "Will You be there" albo "Man in the Mirror" (w którym pojawia się Lech Wałęsa) widać, że na tamte lata o wiele wyprzedzał konkurencję. Właściwie chyba nawet teraz różne gwiazdeczki nie potrafią zrobić takich teledysków jakie kilkanaście lat temu tworzył popularny "Jacko".  Na kasecie znajdowało się również kilka ciekawych wypowiedzi na temat Króla Popu. Osobiście najbardziej spodobały mi się te słowa: "kiedy Michael Jackson śpiewa, to tak jakby słychać było anielskie chóry, a gdy porusza stopami, to tak jakby sam Bóg tańczył"

      Kiedy miałem około 10, 11 może 12 lat szkolni rówieśnicy często się ze mnie śmiali, gdyż chodziłem w koszulce, na której widniało zdjęcie Jacksona. Ja jednak miałem to w "głębokim poważaniu". Kiedy teraz chodzę po ulicy w nieco innej koszulce (z tamtej już wyrosłem), która również przedstawia "Jacko", te same osoby mówią do mnie: "był wielki, uwielbiałem go od 10-tego roku życia…pamiętasz, często go słuchaliśmy…..". Śmierć Jacksona pokazała jak wiele jest fałszywych ludzi. Niejaki Paweł K. znany jedynie z tego, że potrafił zaśpiewać coś tam o "Zośce trzepiącej dywan i o jakiejś tam Heli" mówi, iż Jackson był bardziej "odtwórcą niż twórcą". Sorry, ale to chyba są jakieś jaja. Jeśli tak mówi jakaś pseudo gwiazdeczka polskiej chałtury, to co może on powiedzieć o samym sobie….?

      Pewne polskie kino przeprowadzi retransmisję koncertu Jacksona z Bukaresztu z roku 1992. Ma to być 30 lipca, a na początku tegoż miesiąca sprzedanych było już ponad sto biletów. Idąc przez miejskie ulice widzi się pełno koszulek z wizerunkiem Jacksona, a płyty sprzedają się jak ciepłe bułeczki, a więc biznes wspaniały.

      Przy okazji afer pedofilskich wiele osób się od niego odwróciło. Teraz gdy już umarł, prawie wszyscy mówią o nim jak o człowieku wielkim, beatyfikowanym, który na dniach zostanie świętym. Niestety śmierć Jacko jest chyba "najbardziej opłacalnym zgonem świata". Teraz piszą o Nim praktycznie jak o królu, a jeszcze niedawno pisano o nim jak o "królewskim czyścibucie". Ciekaw jestem co sobie myśli Michael jak sobie patrzy teraz na to wszystko z góry…?. Ma ktoś jakieś pomyłsy?

      Tak na marginesie zastanawiam się nad jeszcze pewną kwestią. Mój blog znajduje się w kategorii blogów sportowych. A zatem, żeby podpiąć ten artykuł pod sport powiem Jacksonowi: "You’ll Never Walk Alone". Tak właśnie swoim piłkarzom śpiewają kibice Liverpoolu na Anfield Road i Celticu Glasgow na Celtic Park. Zarówno podczas zwycięstwa jak i porażki…     

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      polonczyk.barca
      Czas publikacji:
      środa, 29 lipca 2009 11:14