Blogowa rubryka Grześka Polończyka

Piłka Nożna

  • środa, 10 lutego 2010
  • czwartek, 28 stycznia 2010
    • (nie)Udana zemsta Teveza

      Tevez

      Transfery piłkarzy, którzy zmieniając barwy klubowe przechodzą do najbardziej znienawidzonego rywala, zawsze odbijają się szerokim echem. Od sezonu 2007/08 w Manchesterze United przebywał na dwuletnim wypożyczeniu Carlos Tevez. Charyzmatyczny Argentyńczyk, którego znakiem szczególnym są charakterystyczne blizny na szyi, szybko zjednał sobie kibiców na Old Trafford. Piłkarz założył chyba, że Sir Alex Ferguson będzie chciał przedłużyć z nim kontrakt i w swoich wywiadach często wspominał, że klub, w którym by nigdy nie grał to Manchester City. Życie napisało jednak nieco inny scenariusz, gdyż trener United pozostawił Argentyńczyka "na lodzie".

      Natomiast Manchester City został wykupiony przez jednego z arabskich szejków, który to wydał na wzmocnienia bagatela 125 milionów funtów. Carlos Tevez skuszony dużymi pieniędzmi i zapewne podrażnioną dumą zdecydował się, iż jednak zagra w Manchesterze City.

      W obecnym sezonie zdarzyło się tak, iż Pucharze Anglii naprzeciw siebie stanęły dwie ekipy z Manchesteru. Tevezowi szczególnie zależało więc, żeby utrzeć nosa Fergusonowi. Czy mu się to udało? "Czerwone Diabły" pokonały co prawda ekipę City 4:3 w dwumeczu, ale wszystkie bramki dla podopiecznych  Roberto Manciniego zdobył właśnie Argentyńczyk. Oprócz tego miał jeszcze kilka bardzo dobrych okazji i był zdecydowanie wyróżniającą się postacią w obu spotkaniach. A zatem chyba jednak osiągnął swój cel.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      polonczyk.barca
      Czas publikacji:
      czwartek, 28 stycznia 2010 16:29
  • wtorek, 26 stycznia 2010
    • Piłkarski morderca zabił po raz drugi. Czy dostanie dożywocie?

      axel

      Axel Witsel to piłkarz, którego kojarzy większość (w szczególności polskich) kibiców piłki nożnej. Kojarzy od tej ciemnej futbolowej strony, gdyż 30.08.2009 roku podczas meczu ligi belgijskiej pomiędzy Standardem Liège a  Anderlechtem Bruksela brutalnym, chamskim, a co gorsza wydaje się celowym faulem, koszmarnie załamał nogę Marcinowi Wasilewskiemu

      Jak widać noga pomiędzy kolanem a kostką złożyła się w pół. Chyba nikt nie potrafi sobie wyobrazić bólu z jakim musiał się zmierzyć Wasilewski. Skoro przypadkowe, lekkie uderzenie w kość piszczelową jest naprawdę bolesne to cóż musiał odczuwać Polak? Witsel został ostatecznie zawieszony na osiem spotkań i grzywną w wysokości… 250 Euro. Nie jest tajemnicą, że piłkarze zarabiają naprawdę duże pieniądze, więc zapłacenie dla niego około 1000 złotych to prawdziwy "śmiech na sali". W miesiącu odbywa się około czterech spotkań, więc Witsel nie grał zaledwie przez dwa miesiące. A "Wasyl"? Jego rehabilitacja będzie trwała jeszcze wiele miesięcy, a i powrót do piłki stoi pod dużym znakiem zapytania.

      Rewanżowe spotkanie pomiędzy Standardem a  Anderlechtem miało miejsce 14.01.2010r. Przed meczem pojawiło się sporo dyskusji o tym, czy Witsel powinien zagrać. Belg jednak wystąpił i… znowu o mało nie doszło do tragedii. Tym razem jego ofiarą padł Roland Juhász. Witsel zaatakował go wyprostowaną nogą i tylko trochę szczęścia sprawiło, że skończyło się na bólu i rozciętym kolanie:

      Co teraz będzie Witselem? Może wreszcie ktoś się zastanowi i dożywotnio zdyskwalifikuje tego bandytę. Po tym jak Wasilewski doznał złamania nogi, jeden z zawodników Standardu powiedział, iż chętnie oddałby mistrzostwo Anderlechtowi byleby tylko Marcin wrócił do futbolu. Zawodnik skrytykował mocno swojego klubowego kolegę i stwierdził, że najważniejsze jest zdrowie. Cóż, nie sposób się nie zgodzić. Wasilewskiemu będzie trudno wrócić do futbolu jeszcze z jednego powodu. Występuje on na pozycji obrońcy i jego głównym zadaniem na boisku jest zabieranie rywalom piłki spod nóg. Napastnik czy pomocnik ma łatwiej. Ci pierwsi mają strzelać gole, a ci drudzy podawać im piłkę.

      My wszyscy trzymamy jednak kciuki za Wasyla. Oby wrócił na boisko i oby Witsel na stadionie mógł wtedy zajmować jedynie miejsce na trybunach.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      polonczyk.barca
      Czas publikacji:
      wtorek, 26 stycznia 2010 18:13
  • wtorek, 11 sierpnia 2009
    • Śmierć łagodzi obyczaje...

      Dzień 28.08.2007 był jednym z najmniej przyjemnych w historii futbolu. Trzy dni wcześniej miał miejsce mecz pomiędzy Sevillą a Getafe. Piłkarz Andaluzyjczyków, Antonio Puerta, nagle przewrócił się na boisku. Na ratunek ruszyli koledzy z zespołu i lekarze. Kilka minut po tym, piłkarz wstał o własnych siłach i żegnany gromkimi brawami opuścił stadion. Chwilę później zasłabł ponownie. W ciężkim stanie trafił do szpitala i 28 sierpnia zmarł pozostawiając ciężarną żonę. Miał zaledwie 22 lata…

      Niespełna dwa lata po śmierci zawodnika Sevilli miała miejsce kolejna boiskowa tragedia. Tym razem piłkarz Espanyolu, Daniel Jarque, podczas klubowego zgrupowania we Francji, rozmawiając ze swoją dziewczyną przez telefon, nagle dostał ataku serca, po czy zmarł. On z kolei miał tylko 26 lat

      Z tych dwóch wydarzeń wynika jeszcze jedno również smutne. Czytając internetowe fora można zauważyć wiele tzw. "onetowskich świeczek [*]" W większości przypadków to jest cały komentarz. Na forum piszą kibice wszystkich drużyn, nieważne czy się lubią czy też nie. Ale kilka dni później, tak jak to było kilka dni wcześniej, znowu zaczynają się bluzgi i wzajemne "obrzucanie mięsem". Takie zjawisko najlepiej było widoczne po śmierci Jana Pawła II. Szalikowcy przeciwnych drużyn chodzili trzymając się za ręce i na cały głos wykrzykiwali słowa: "Nie ma lepszego od Jana Pawła II". A kilka dni później, poniszczone pociągi, stacje kolejowe, przystanki, a przedstawiciele polskiej policji mówią właśnie jakie są cenowe straty.

      I to można podpiąć właściwie pod każdą dziedzinę. Politycy, którzy najczęściej żreją się ze sobą ile wlezie, kilka dni później pochylają się nad trumną żołnierza, którego wcześniej sami wysłali do Iraku czy też Afganistanu.  Składają przy tym kondolencje rodzinie, z których swoją drogą nic, skoro owe rodziny nie mają i nigdy nie będą mieli tej bliskiej osoby, którą właśnie stracili. A potem znowu wraca szara codzienność.

      Niestety wygląda na to, że aby była zgoda wcześniej musi być tragedia, a pojednanie tak czy tak trwa tylko chwilę...

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      polonczyk.barca
      Czas publikacji:
      wtorek, 11 sierpnia 2009 20:53
  • sobota, 08 sierpnia 2009
    • (nie)Udany debiut Eto`o

      Eto`o

      Kim jest Samuel Eto`o wie każdy sympatyk piłki nożnej, a już na pewno każdy sympatyk FC Barcelony. Kameruńczyk pomógł katalońskiemu teamowi w osiągnięciu wielu sukcesów. Z Barceloną zdobył m.in.: trzy Mistrzostwa Hiszpanii, Puchar Króla oraz dwukrotnie wygrał Ligę Mistrzów, przy czym w obydwu finałach strzelał po jednej bramce.

      Po zakończeniu sezonu 08/09 "Czarna Perła" zmienił barwy klubowe i od teraz reprezentuje Inter Mediolan. Kilka dni temu zapytany o transfer do "Nerazzurrich" mówił, iż coraz bardziej utwierdza się w słuszności podjętej decyzji.

      Dzień 08.08.2009 był dla Samuela Eto`o bardzo ważną datą, bowiem tego właśnie dnia miał po raz pierwszy pokazać włodarzom Interu, że dobrze zrobili zatrudniając go w swoje szeregi. Ósmego sierpnia miał miejsce mecz pomiędzy Interem Mediolan, a Lazio Rzym, a jego stawką był Superpuchar Włoch. Kameruńczyk wybiegł na boisko w podstawowym składzie i od początkowych minut grał bardzo dobrze, oddając sporo strzałów na bramkę. Mecz był niezwykle emocjonujący, a po koniec zrobił się typowo "włoski", bowiem gra zrobiła się bardzo ostra, a piłkarzom puszczały nerwy. Inter od początku z niezwykłą siłą atakował swojego przeciwnika, natomiast Lazio pomiędzy 63, a 66 minutą meczu przeprowadziło dwie akcje, obie zakończone golem, które dały rzymskiej drużynie zwycięstwo.

      Przyglądając się grze Samuela Eto`o od razu można było stwierdzić, że był on najlepszym tego dnia piłkarzem "niebiesko-czarnych". Oddał sporo strzałów i można by powiedzieć, że zaliczył dużo swego rodzaju "pół-asyst", gdyż wypracował kolegom wiele dogodnych sytuacji, których Ci nie potrafili zamienic na gola. Eto`o miał znakomitą sytuację po poważnym błędzie jednego z obrońców Lazio, kiedy odebrał piłkę w polu karnym i uderzył tak, że przeleciała ona po linii bramkowej. Kilkanaście minut później znowu odebrał piłkę obrońcy po poważnym i tym razem umieścił futbolówkę w siatce. Podczas meczu miała miejsce jeszcze jedna ciekawa sytuacja. Diego Millito trafił do siatki Lazio. Gol jednak nie został uznany, gdyż na drodze futbolówki, na pozycji spalonej, stał Eto`o. Kameruńczyk co prawda nie dotknął piłki, ale całkowicie zasłonił jej lot bramkarzowi rzymskiej drużyny i sędzia nie wskazał na środek boiska.

      Podsumowując za i przeciw: czy Eto`o powinien być zadowolony ze swojego debiutu w Interze?

      TAK, gdyż: był zdecydowanie najlepszym piłkarzem "Nerazzurrich", strzelił bramkę w pierwszym meczu, zaliczył wiele celnych podań, trener dał mu szansę zagrać od pierwszej minuty.

      NIE, gdyż: nie wykorzystał 100% sytuacji, kiedy to piłka po jego strzale przeleciała po linii bramkowej i już w pierwszym meczu w swoim nowym zespole odniósł porażkę.

      A zatem ciężko jednoznacznie odpowiedzieć na tak postawione pytanie. Patrząc na grę piłkarza, a nie na wynik wydaje się, że władze klubu powinny być zadowolone ze swojego nowego nabytku.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (1) Pokaż komentarze do wpisu „(nie)Udany debiut Eto`o”
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      polonczyk.barca
      Czas publikacji:
      sobota, 08 sierpnia 2009 19:25